Posłowie Prawa i Sprawiedliwości proponują, by pieniądze za egzamin na prawo jazdy wpływały do budżetu państwa, a nie do do kasy Wojewódzkich Ośrodków Ruchu Drogowego. Parlamentarzyści PiS twierdzą, że w ten sposób WORD-om przestanie się opłacać oblewanie przyszłych kierowców.

Choć zmiany w WORD-ach to jeszcze nic pewnego, to pomysł wzbudził emocje. Według założeń pieniądze, które teraz kursanci wpłacają na konto Wojewódzkich Ośrodków Ruchu Drogowego miałyby trafiać bezpośrednio do budżetu państwa. Pomysłodawcy zmian argumentują to zbyt niską zdawalnością. Jak twierdzą, w ten sposób dochody WORD-ów nie byłyby uzależnione od ilości egzaminów poprawkowych. Ta sprawa bezpośrednio dotyczy kursantów. Wielu z nich do egzaminu podchodzi kilka razy, za każdym razem płacąc.

W całej sprawie chodzi o duże pieniądze. W skali kraju to ponad 400 milionów złotych rocznie. Egzamin na najpopularniejszą kategorię B kosztuje 170 złotych. Budżet rzeszowskiego WORD-u wynosi 7,5 miliona złotych. Ponad 80 procent z tej kwoty pochodzi właśnie z wpłat za egzaminy, w tym połowa budżetu to pieniądze z opłat za same egzaminy poprawkowe. Według dyrektora WORD nie jest ważne, czy pieniądze wpłyną do budżetu państwa, czy bezpośrednio do jednostki egzaminującej. Dyrektor tłumaczy, że proponowana zmiana przepisów w żadnym stopniu nie wpłynie na zdawalność, bo egzamin zdaje człowiek, a nie pieniądze. A że zdać nie jest łatwo, to już inna sprawa.

Co trzeci egzamin kończy się już na placu manewrowym, dlatego co rusz wracają pomysły, żeby z tej części egzaminu w ogóle zrezygnować. Jednak, jak podkreślają egzaminatorzy, ten etap jest bardzo ważny, bo pokazuje, jakie umiejętności ma zdający, a nie sztuka wypuścić na miasto kogoś, kto nie potrafi prowadzić samochodu. W ubiegłym roku tylko rzeszowski WORD przeprowadził ponad 37 tysięcy egzaminów na prawo jazdy kategorii B. Nie zdała co druga osoba. Skargę na wynik egzaminu złożyło siedmiu zdających.