Trzy miesiące aresztu dla kobiety, która sprzedała dopalacze 18-latkowi z Rzeszowa. Młody mężczyzna kilka dni temu zmarł w szpitalu. W domu 63-latki policjanci znaleźli substancje psychoaktywne, z których można by przygotować co najmniej kilkadziesiąt porcji narkotyków.

Wszystko wskazuje na to, że 18-latek, który na początku sierpnia zmarł w rzeszowskim szpitalu to pierwsza od kilku lat śmiertelna ofiara dopalaczy na Podkarpaciu. Choć prokuratura, która wszczęła w tej sprawie śledztwo, czeka na ostateczne wyniki sekcji zwłok, śledczy ustalili już, od kogo młody mężczyzna kupił dopalacze. To 63-letnia mieszkanka Rzeszowa. Kobieta usłyszała zarzuty, a decyzją sądu najbliższe trzy miesiące spędzi w areszcie tymczasowym.

Ze wstępnych badań toksykologicznych wynika, że dopalacze znalezione w jej domu to środek o nazwie Alfa. Powoduje m.in. przyspieszenie akcji serca, napady paniki, urojenia i ostre psychozy. Właśnie z takimi objawami 18-latek trafił do szpitala. Policjanci ustalają łańcuch dostawy dopalaczy do Rzeszowa - skąd wzięła je dilerka i kto jeszcze je kupował. Dochodzenie prowadzi też Sanepid.

Zdaniem specjalistów w najbliższych tygodniach zatruć dopalaczami może być więcej, bo dilerzy będą chcieli się pozbyć towaru, zanim zacznie obowiązywać znowelizowana ustawa, która dopalacze traktuje jak narkotyki. Śledztwo w sprawie śmierci 18-latka trwa. Jak wynika ze statystyk prowadzonych przez Sanepid, w ubiegłym roku na Podkarpaciu dopalaczami zatruło się 20 osób, w tym - już 14, a wśród nich między innymi 16-latek, który w maju tego roku wypadł z balkonu na 10 piętrze. Chłopak przeżył tylko dlatego, że spadł na nasyp ziemi, który zamortyzował upadek. Wcześniej razem ze znajomymi brał dopalacze.