Sytuacja w podkarpackich szpitalach i masowe zwolnienia lekarskie w ubiegłym tygodniu były przyczyną wstrzymania planowych przyjęć w Mielcu, Tarnobrzegu i w Klinicznym Szpitalu Wojewódzkim nr 2 w Rzeszowie. Jeszcze w piątek do pracy nie przyszło ponad 570 osób, głównie pielęgniarek i położnych, ale też fizjoterapeutów, techników radiologów i ratowników medycznych. Liczba zwolnień zmniejszyła się do 358. Mimo to szpitale nadal pracują w trybie ostrego dyżuru.

Choć zwolnień jest mniej, to nie ma radykalnej poprawy sytuacji. Jednak marszałek województwa przekonywał, że to pozwala patrzeć z nadzieją na najbliższe dni, tym bardziej, że mimo napiętej sytuacji weekend w szpitalach w Rzeszowie, Mielcu i Tarnobrzegu upłynął w miarę spokojnie. W związku z sytuacją w szpitalu w Tarnobrzegu zapełnił się najbliższy szpital powiatowy w Sandomierzu, który już zapowiedział, że będzie przyjmował tylko osoby w stanie zagrożenia życia. Tymczasem szansą na przełom w rzeszowskiej "dwójce" mogą się okazać mediacje między związkami zawodowymi a dyrekcją szpitala.

W Tarnobrzegu rozmowy między związkowcami a dyrekcją przechodzą do kolejnej fazy. Podpisano tam protokół rozbieżności, a dyrekcja szpitala wystąpiła do Ministra Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej o wyznaczenie mediatora. W związku z sytuacją w szpitalach na dwóch nadzwyczajnych sesjach spotkają się radni Sejmiku. To odpowiedź na dwa wnioski: złożony przez radnych opozycji, czyli PO i PSL, oraz drugi - radnych PIS. Problem masowych zwolnień lekarskich dotyczy w tej chwili dwóch szpitali zarządzanych przez starostów: w Mielcu, gdzie do pracy nie przyszło 145 osób oraz w Stalowej Woli, gdzie na zwolnieniach jest 37 osób.