Jeden z sąsiadów chcąc chronić swoją własność na prywatnej drodze dojazdowej do kolejnych domów postawił betonowe słupy - uniemożliwiając przejazd. Sąsiedzi są wściekli, urząd bezradny, a rozwiązanie problemu, jak się okazuje - banalnie proste.

Oto słup, a właściwie trzy słupy niezgody. Pojawiły się wczoraj po południu i mimo próśb i gróźb ze strony sąsiadów ani drgną.

- Nie pomogło to, że są pisma, że prosimy, że błagamy. Zrobiły to co zrobiły. Wzywaliśmy policję, policja przyjechała - nic w tej sprawie nie zrobiła. Prosiłam, że chce przejechać, bo mam chorych rodziców, do których potrzebuję dojechać. 22 lata tą drogą jeździłam.

- Mamy operat, który został z podziału działek zrobiony w roku 90, z którego wynika, że droga jest czterometrowa i nabyliśmy to prawem własności - służebności przejazdu, przegonu i nikt tego nam nie może zabronić.


Teraz z czterech metrów zostało niespełna dwa. Choć wszystko jest zapisane w dokumentach - urząd nie może w tej sprawie nic zrobić. Mieszkańcy ulicy zdążyli jeszcze przepakować samochody. Ale nic to nie dało.

Sąsiedzi, którzy postawili betonowe słupy nie zgodzili się na rozmowę przed kamerą. Poza nią, tłumaczyli, że w ostatnich miesiącach wystąpili o wznowienie znaków granicznych swojej działki i dokładnie w tym miejscu zabetonowali słupy. O swoich zamiarach, jeszcze w styczniu uprzedzali sąsiadów, ale ich zdaniem Ci nie chcieli dojść do porozumienia. Są przekonani, że prawo jest po ich stronie, a słupy są zabezpieczeniem ich własności. I tu się mylą - przekonuje prawnik.

- Samowolne takie grodzenie drogi, która jest użytkowana przez osoby trzecie, korzystające z dojazdu może wypełniać znamiona czynu zabronionego - narażenia na niebezpieczeństwo powszechne. Bo na przykład - w razie zagrożenia - nie przejedzie tędy karetka czy wóz strażacki. Dlatego też, pokrzywdzeni w tej sytuacji sąsiedzi - mają prawo - bez żadnych konsekwencji usunąć przeszkodę.

I tą drogą pójdą pokrzywdzeni sąsiedzi. Skierowali już sprawę do sądu.

- I sąd widząc stan poprzedni, który jest pewnie udokumentowany, nakaże usunąć te słupki - nie przesądzając o prawie własności tego człowieka. Tylko mówiąc – na razie niech jeżdżą. Zastanówmy się wspólnie, w jaki sposób - ale to już w innym postępowaniu uregulować prawnie tę sferę.

To dość oczywiste rozwiązanie nikomu wcześniej nie przyszło do głowy. I tak trzy betonowe słupy podzieliły nie tylko drogę, ale też ludzi.