Dziś 11. rocznica śmierci Tadeusza Nalepy. Gitarzysty, kompozytora, wokalisty, nazywanego ojcem polskiego bluesa. Z tej okazji fani jego muzyki spotkali się przy pomniku artysty w centrum Rzeszowa, by wykonać wspólnie jeden z jego największych przebojów "Kiedy byłem małym chłopcem". W tym roku mija także 50 lat od powstania zespołu Breakout, który Tadeusz Nalepa założył właśnie w Rzeszowie.

Mijają lata, a muzyka Tadeusza Nalepy zyskuje coraz więcej fanów. Wielu z nich przyjechało dziś do Rzeszowa z odległych zakątków Polski, bo Nalepa to dla nich prawdziwy muzyczny guru.

Tadeusz Nalepa - człowiek instytucja, wyjątkowa osobowość na polskiej scenie. Mowił, że nie lubi śpiewać i że nie należy do ludzi pracowitych. Mimo to pozostawił po sobie 20 płyt i ponad 300 utworów. Urodził się w 1943 roku w Zgłobniu pod Rzeszowem, 20 lat później razem z Mirą Kubasińską z rzeszowskiego Kabaretu Porfirion zachwycił publiczność na Festiwalu Młodych Talentów w Szczecinie. Tak zaczęła się również ich wielka miłość. Gitarzystą został po to, by podobać się dziewczynom. W latach 60. i 70. razem z zespołami Blackout i Breakout podbijał listy przebojów. Wielu fanów chciało wyglądać jak on. Razem z zespołem stworzył takie przeboje jak "Anna", "Modlitwa", "Oni zaraz przyjdą tu" czy "Gdybyś kochał hej". Grał nie palcami, a sercem. Lubił wracać do Rzeszowa, bo tu odnosił pierwsze sukcesy. Wyjechał do Warszawy, bo jak mówił, nie chciał skończyć na graniu w restauracjach. Dziś w Rzeszowie przypomina o nim miedzy innymi pomnik, mural oraz studio koncertowe w Polskim Radiu Rzeszów.

Tadeusz Nalepa zmarł 4 marca 2007 roku w Warszawie. Przed śmiercią pytany o to, co zrobiłby dziś, gdyby jeszcze raz został małym chłopcem odpowiedział: "na pewno szedłbym tą samą drogą".