Powojenne, często tragiczne losy żołnierzy między innymi Armii Krajowej - pokazują dokumenty, które trafiły do przemyskiego Archiwum Państwowego. To oświadczenia jakie składali podczas amnestii w 1947 roku - opisując służbę w podziemiu - na terenie powiatu lubaczowskiego.

W archiwum zachowało się około 100 oświadczeń głównie byłych żołnierzy Armii Krajowej, ale też Batalionów Chłopskich i innych niepodległościowych organizacji. Którzy uwierzyli w dobre intencje komunistycznych władz i skorzystali z ogłoszonej w lutym 1947 roku amnestii. Ujawniając swoją działalność podczas wojny. A na terenie powiatu lubaczowskiego nie tylko walczyli z Niemcami, ale też bronili Polaków przez atakami oddziałów UPA.

Każda z ujawniających się osób opisywała nie tylko przebieg służby, ale też pseudonimy i pełnione funkcje. Oraz to czy posiadali broń lub radiostację. Gotowe formularze oświadczeń byłych żołnierzy podziemia od razu określały, że służyli w nielegalnych organizacjach. To było podstawą do późniejszych represji. Na wielu tych dokumentach są adnotacje, że osoby, które podpisywały te oświadczenia zostały zabite, albo zmarły w więzieniach.

Równie tragiczny los polskich żołnierzy i ich najbliższych pokazują także te dokumenty przechowywane w przemyskim archiwum. Dotyczącą podporucznika Bolesława Millera z Łukawca koło Lubaczowa, który trafił do sowieckiej niewoli. To ostatni ślad jego życia - kartka wysłana do żony w marcu 1940 roku z obozu w Starobielsku. Kartka dotarła do niej dopiero w 1945 roku kiedy wróciła z łagru z adnotacją, że mąż wyjechał ze Starobielska. Prawda była jednak inna, bo został zamordowany przez Sowietów w Charkowie. Ale o tym żona nie mogła nawet wspominać - podobnie jak o swoim zesłaniu - określanym wówczas jako wyjazd do spółdzielni produkcyjnej. Z zachowanych dokumentów wynika, że dopiero w 1956 roku sąd uznał, że Bolesław Miller nie żyje. Oczywiście bez podawania prawdziwych okoliczności.