Rok temu jego historię poznała cała Polska. 21-letni Mateusz z Przemyśla po śmierci mamy zdecydował się zaopiekować czwórką swojego przyrodniego rodzeństwa. Chłopak został bez zasiłków i alimentów, bo niewyjaśniona była sytuacja prawna dzieci. W akcję pomocy zaangażowało się bardzo dużo osób prywatnych i instytucji. A jak wygląda sytuacja po roku?

Mateusz rok temu obiecał umierającej na raka mamie, że dzieci nie trafią do domu dziecka. I twierdzi, że zrobi wszystko by swojej obietnicy dotrzymać, choć przyznaje to trudne zadanie.

- Na pewno im starsze tym więcej obowiązków, poradnie sprawdzić, czy dziecko się nadaje do pierwszej klasy, czy odroczyć, czy to, czy tamto. Szkoła, więcej obowiązków żeby przychodzić do tej szkoły ale to wiadomo, o tym wiedziałem, jestem w tym miejscu gdzie powinienem.

Mateusz chce pójść do średniej szkoły i w przyszłości znaleźć pracę. Mówi, że uczy rodzeństwo samodzielności, by było im łatwiej.

- Każdy ma jakieś obowiązki, starsze robią większe rzeczy takie jak my powinniśmy robić, ale jeśli chodzi o gotowanie oni tego nie zrobią, mogą posprzątać, poodkurzać też. Trzeba się dzielić, ale przeważnie skupiam się na tym aby się więcej uczyli.


Rodzeństwo ma dwóch ojców, którzy nie interesowali się losem dzieci, ale i nie zrzekli się praw rodzicielskich, dlatego rok temu Mateusz na utrzymanie rodziny nie mógł pobierać nawet zasądzonych przez sąd alimentów, czy zasiłku 500 plus. Po nagłośnieniu sprawy w mediach, dzięki interwencji także wiceministra sprawiedliwości udało się przyspieszyć procedury. Na pomoc ruszyli widzowie z całej Polski.

- Jest taka starsza pani z Zamościa i ze Skierniewic one mi pomagają. Do tej pory wysyłają mi paczki, żywność też, na święta mi powysyłały. Pani z Zamościa tez czy to są poduszki, czy pościele do tej pory pomagają.

Pomaga Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej i siostry prowadzące świetlice dla dzieci Oratorium. Codziennie zajęcia ma tu Patryk i Patrycja najstarsi z rodzeństwa. Na trudną sytuację dzieci zwróciła uwagę siostra, która jest szefową placówki, poznała rodzinę gdy jeszcze żyła matka rodzeństwa. Ocenia, że odzew jaki wywołała ta historia pomógł dzieciom. Dzięki temu, że Mateusz jest tymczasowym opiekunem dzieci przysługują mu wszystkie należne dzieciom świadczenia, decyzją sądu jest rozliczany z wydatków, a sytuację w rodzinie nadzoruje pracownik socjalny z ośrodka pomocy społecznej.