W Niewodnej w powiecie strzyżowskim odsłonięto pomnik nagrobny na mogile Tomasza Gazdy, żołnierza Armii Krajowej, zamordowanego w 1944 roku przez NKWD. Na takie upamiętnienie ofiary stalinizmu, rodzina Tomasza Gazdy czekała 73 lata.

Podczas mszy w intencji Tomasza Gazdy, zamordowanego przez NKWD, ks. Henryk Czajka przypomniał w homilii okoliczności tragedii. W grudniu 1944 roku, w powiecie strzyżowskim nie było już hitlerowców. Byli Sowieci, którzy rozpoczęli aresztowania żołnierzy polskiego podziemia. Tomasz Gazda był podoficerem Armii Krajowej.

Henryk Czajka, proboszcz parafii w Niewodnej - Ukrywał się najpierw, potem został zastrzelony w domu rodzinnym gdy uciekał na strych. Bał się zapewne wywózki na wschód, na nieludzką ziemię i dlatego on i wielu innych jemu podobnych, uciekali przed NKWD-owcami.

O takich tragicznych historiach, najbliżsi pomordowanych żołnierzy AK, bali się komukolwiek mówić. Teraz jest inaczej twierdzi wnuczka Tomasza Gazdy. Na jej prośbę, w poszukiwania mogiły oraz godne upamiętnienie dziadka - żołnierza AK, zaangażował się ks. Henryk Czajka, Instytut Pamięci Narodowej oraz samorząd gminy Wiśniowa.

Maria Szynal, wnuczka Tomasza Gazdy - Czekaliśmy bardzo długo, bo wcześniej nie można było o tym w ogóle mówić dlatego, że mogła zginąć. Historię znam z opowieści mojego taty, syna śp. Tomasza, mojego dziadka, bardzo często do niej powracał.

Komisji Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu nie udało się ustalić nazwisk zabójców z NKWD. Śledztwo umorzono.

Piotr Szopa, oddział Instytutu Pamięci Narodowej w Rzeszowie - Sprawcami śmierci podoficera Armii Krajowej Tomasza Gazdy byli NKWD-ziści, którzy dokonali tego mordu w sposób wyjątkowo brutalny na oczach dzieci, jest to jedna z takich historii, która nawet po latach jest bardzo wstrząsająca.

Ofiar NKWD w okolicznych wsiach było więcej. Społeczność Niewodnej chce je wszystkie godnie uhonorować.