Polityczny temat numer jeden to oczywiście zapowiedź prezydenckiego weta do ustaw o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa. W rzeszowskim biurze PiS najczęściej powtarzano dwie frazy: szanujemy decyzję i czekamy na projekt prezydenta. Współautorzy ustawy nie użyli słowa "porażka", a właśnie tak o ich projekcie mówi opozycja.

Gdyby prezydent podpisał ustawę o Sądzie Najwyższym, jego sędziowie dzień później przeszliby w stan spoczynku. Z wyjątkiem tych, których zatrzymałby prezydent. Ale Andrzej Duda zapowiedział dzisiaj, że nie podpisze takich zmian, bo ludzie nie mogą bać się państwa. Godzinę później w Rzeszowie parlamentarzyści PiS stwierdzili, że szanują decyzję prezydenta i przyznali, że nie konsultowali z nim ustawy.

Opozycja nie kryje, że widziała pośpiech posłów dotyczący Sądu Najwyższego. I bardzo krytycznie oceniła projekt przygotowany między innymi przez kilkoro posłów z Podkarpacia. Na pytanie, czy inicjatorzy zmian żałują swojego pośpiechu i braku konsultacji padła sentencja: nie czas żałować róż, gdy płonie las. Opozycja nie ma zamiaru gasić zapału protestacyjnego. Tym bardziej, że zdaniem protestujących, wciąż jest się czemu przyglądać. Przedstawiciele PiS nie mają wątpliwości, kto przychodzi na demonstracje i zapowiadają, że od reformy sądownictwa nie odstąpią.

Sejm może odrzucić weto prezydenta większością kwalifikowaną, która wynosi 3/5 głosów. PiS nie może jednak liczyć na 276 głosów.