Sprawca zabrał mu telefon komórkowy i kilkadziesiąt złotych. A skatowanego zostawił na pewną śmierć. Pan Andrzej dopiero kilkanaście godzin po pobiciu trafił do szpitala. Na pomoc było jednak za późno.

31-letni pan Andrzej pracował w piekarni. W dniu tragedii dostał zaliczkę sto złotych. Miał iść do fryzjera i na obiad. Do domu jednak nie wrócił. Następnego dnia, nieprzytomnego mężczyznę znalazł jeden z mieszkańców Sanoka. Jak udało się nam ustalić, był też świadkiem pobicia. W obawie o bezpieczeństwo nie chce pokazywać twarzy. Mężczyzna nie jest w stanie wyjaśnić dlaczego wtedy nie zadzwonił po policję i nie udzielił rannemu pomocy. Pan Andrzej - dopiero po kilkunastu godzinach od pobicia - trafił do szpitala, gdzie przeszedł skomplikowaną operację neurochirurgiczną.

- Miał złamany nos, miał strasznie rozwaloną głowę przeszedł operację, ale lekarz powiedział, że połowa mózgu obumarła i żeby się przygotować bo do rana nie przeżyje. Później pojechaliśmy wieczorem żeby się pożegnać. – opowiada siostra zmarłego.

Najbliżsi mężczyzny podkreślają, że był spokojnym i niekonfliktowym człowiekiem. Tym bardziej nie mogą uwierzyć w takie bestialstwo. Śledztwo w tej sprawie prowadzi Prokuratura Rejonowa w Sanoku. Podejrzanym o pobicie jest mieszkaniec Sanoka. Został tymczasowo aresztowany. Prokuratura postawiła napastnikowi zarzut spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, co zakończyło się śmiercią. Grozi za to kara do 12 lat więzienia.