Na Podkarpacie wrócił niemal zimowy chłód. Oznacza to nie tylko powrót zimowych kurtek i szalików, ale też dodatkowe wydatki na ogrzewanie. Perspektywa przymrozków to również straty w rolnictwie. Choć na Podkarpacie nie dotarły jeszcze opady śniegu, które dały się we znaki choćby mieszkańcom Śląska, to pogoda na pewno nie jest wiosenna.

Właściciele domów jednorodzinnych już przeliczają, że ten dodatkowo wydłużony sezon grzewczy będzie jednym z droższych na przestrzeni ostatnich lat. Zyski liczą też Miejskie Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej, choć wydawało się, że sezon skończy się na początku kwietnia. Jeszcze nie wiadomo dokładnie, jak duże będą straty w uprawach. Na pewno bardziej ucierpiały sady w dolinach, mniej te położone wyżej. Na razie nie można mówić o stratach w zbożach ozimych czy uprawach rzepaku, bo są na początkowym etapie wzrostu, na pewno przyhamowała wegetacja zbóż jarych i roślin strączkowych. Specjaliści twierdzą, że zbiory w sadach i plantacjach zależeć będą od temperatury w najbliższych dniach.